Nazywam się Kasia. Mieszkam w Łodzi. Po ciąży bliźniaczej najbardziej ucierpiał brzuch. Dietę robiłam porządnie. Siłownia, godziny. Nadmiar skóry i tak wisiał fałdami. Mięśnie, które w ciąży się rozeszły — rozejście, diastaza — nie wracały. Z prysznica, z boku: rozstępy i ten miękki fartuch. Prawie nic nie siadało. Siadały workowate koszulki, żeby chować.
Wyceny tutaj wychodziły poza pensję. Zaczęłam czytać o Turcji. Fora: obie strony. Kobiety, którym zmieniła się szafa, i kobiety z otwartymi szwami, albo ta historia „taniej estetyki”, która potem wchodzi do wiadomości. W nocy wpisywałam czy plastyka brzucha w Turcji jest bezpieczna — nie „ile kosztuje”, bezpieczna. Dzieci zostawały z mężem. To wiązało węzeł.
Napisałam do Just Clinic Istanbul. Nie zaczęłam od ceny. Blizna za wysoko na bikini, pępek przyklejony, kaszel i szew, Stambuł sama. Odpowiedzieli jak gabinet, nie jak skopiowany tekst. Na papierze, obok szpitala, stało Just Clinic Istanbul plastyka brzucha. Kto tu trafił z plastyka brzucha Just Clinic Istanbul w pasku, siedział tam, gdzie ja, w Łodzi, o pierwszej w nocy.
Fartuch po bliźniakach
Chciałam zdjąć fartuch. Nie zamieniać go na linię, której nigdy nie schowam. Zdjęcia blizn, od biodra do biodra, tak wysoko, że zwykła majtka albo niskie bikini ich nie przykrywa.
Na rozmowie powiedziałam to wprost. Nie sprzedał niewidzialnej blizny. Blizna zostaje. Co może, to miejsce. Nisko, tam gdzie sięga najniższa majtka albo niskie bikini, jak czasem chowa się cesarkę, nie twarda prosta — miękka krzywa, w fałdzie. Kiedy w szpitalu pierwszy raz otworzyli gorset, to zobaczyłam. Długa blizna, tak. Czerwona pierwsze miesiące. Włożyłam najniższe bikini, jakie mam. Linia została w środku. Paski silikonowe, kremy. Czerwień zbledła. Cienka linia, prawie koloru skóry.
Pępek
Komuś, kto nie oglądał pępków na forum, to zabrzmi jak mania. Po bliźnie było to. Przyklejony jak pinezka, za okrągły, szczelina na monetę, kocie oko. Na wielu zdjęciach nie płaski brzuch zdradzał operację. Zdradzał pępek, który nie wyglądał jak jej.
Powiedzieli, że to najdelikatniejsza część. Nie wymyślać nowego i przyklejać. Mój został tam, gdzie był. Skóra ściągnięta, nowe okienko, szwy schowane w środku. W dniu opatrunku siedziałam i patrzyłam. Głęboki, jak w dwudziestce. Bez korony szwów. Jeśli ktoś teraz patrzy na mój brzuch, nie wskazuje pępka, żeby powiedzieć, że to było operowane.
Dwie noce, dwie rurki
Czytałam: operacja, tego samego dnia hotel, świeże szwy, dreny jeszcze w brzuchu. Od tego robiło mi się zimno.
Prawdziwy szpitalny pokój. Czysto, sprzęt w zasięgu, dzwonek. Dwie pełne noce. Pielęgniarki przez noc. Ciśnienie, gorączka, ile zebrały dreny, kroplówka, leki na czas. Zdanie „jestem tu sama i jeśli coś pójdzie nie tak, nikt nie zauważy” nie weszło mi do głowy. Rano ten, który operował. Noc, opatrunek, dreny, kilka kroków, nie prostować siłą.
Kiedy spojrzałam w dół, podskoczyłam. Dwie małe rurki, po jednej z każdej strony. Nieładnie. Nie bolały. Były. Przez te dwie noce pielęgniarki je opróżniały. Nie musiałam ich dotykać. Tylko nie przewracać się na nie. Wyjął je tuż przed wypisem, jeszcze w szpitalu. Kilka sekund. Wewnętrzny poślizg i wyszło. Nie wiozłam ich do Łodzi. Nie żyłam z nimi tygodniami.
Siedem albo osiem dni
Druga noc mniej dziwna: znałam już rytm. Nadal nie zostałam bez opieki. W Stambule zostałam siedem albo osiem dni. Nie postawiłam stopy na lotnisku, dopóki chirurg znowu mnie nie obejrzał i nie powiedział tak, mogę lecieć. Nikt nie pędził łóżka. To była moja plastyka brzucha w Turcji: dwie noce, hotel, lot kiedy on powiedział.
Będę szczera co do pierwszych dwóch albo trzech dni. Były twarde. Brzuch ciągnął tak, jak nigdy. Z łóżka, pierwsze kroki, pochylałam się do przodu, nie chcąc. Pielęgniarki nie zostawiły ulotki. Pozycja V: poduszka w lędźwiach, druga pod kolanami. Wstawać na bok, na łokciu, nie brzuszkami. Plecy ściśnięte, tak. Nie całe tygodnie. Pod koniec drugiego tygodnia mogłam zacząć się prostować. Powiedział: nie leżeć cały dzień. W hotelu, potem w Łodzi, krótkie, powolne pętle. To ulżyło plecom bardziej niż bezruch.
Kaszel, skóra, mąż
Głupio to powiedzieć na głos. Myślałam o tym więcej niż o reszcie. Jeden kaszel, jeden śmiech, i brzuch pęka. W szpitalu, jak łaskotało kichnięcie, mina, wdech, sztywno.
Złapał tę minę. Nie zaśmiał się. Naprawa mięśni to nie luźna nitka. Warstwy, żeby utrzymać kaszel, śmiech, toaletę. Kichnięcie tego nie rozerwie. Nauczył przyciskać dłonie albo miękką poduszkę do brzucha, kiedy idzie. Ćwiczyłam w łóżku, on obok. Żaden szew się nie otworzył. Krótkie szarpnięcie, minęło.
Pierwsze miesiące pod prysznicem, dolny brzuch: gorąca woda dochodziła źle, dotyk stłumiony. Powiedział, że nerwy się obudzą. Od trzeciego miesiąca mrowienia, małe kłucia. Miesiąc po miesiącu strefa się kurczyła. Ręcznik, pasek spodni. Nie zostałam z brzuchem, który nie jest mój.
Seks: pierwsze cztery do sześciu tygodni brzuch jest ciasny i wrażliwy. Nie forsować. Nie data z ulotki. Kiedy lekarz powie tak, i ja będę gotowa. Najpierw to ja chowałam bliznę. On nie patrzył na linię. Patrzył, że już nie owijam się ręcznikiem, jakbym wstydziła się istnieć. Lata, kiedy się chowałam, poszły. Blizna nic dla niego nie znaczyła. Siedzi nisko, w linii bikini. Między nami nie stała się ścianą.
Łódź, WhatsApp
Blisko jednej trzeciej tego, o co prosiliby w Łodzi. Brzydkie pytanie: na czym skracają. Nie wzięłam najniższej liczby. Zapytałam o szpital — duży, z prawdziwym SOR — CV, nawet rodzaj szwu. Pod hasłem plastyka brzucha Turcja wychodzi lista. Ja zapytałam o szpital. Taniej niż w domu nie znaczy automatycznie pułapka. U mnie nie była.
Szesnaście milionów ludzi, bez tureckiego, sama. Na przylocie: imię na tabliczce. Hotel, przyjęcie, dni opatrunków: samochód, ktoś, kto wiedział, kim jestem. Ta, co ze mną jeździła, mówiła zwykłą polszczyzną. Każda linijka papierów. Kiedy otworzyłam oczy, nie usłyszałam odległego tureckiego. Przy łóżku: «Kasia, poszło bardzo dobrze, jak się pani czuje?».
To, co zamknęliśmy w Polsce — plan, wycena, zakres — zrobili. Żadnego dodatkowego tłuszczu z talii, kiedy spałam. Żadnej niespodzianki na rachunku. Że jak już operowali, to mnie nie ma: tego się bałam. Tak nie poszło.
Poprosiłam o pacjentkę, która już się u nich operowała, w Polsce, rok wcześniej. Dreny, pępek, mąż. To, co powiedziała, dostałam potem sama. Tamta rozmowa wsadziła mnie do samolotu.
Z powrotem w Łodzi, każdy WhatsApp: ta sama osoba od pierwszej wiadomości. Zdjęcia rany, na początku prawie codziennie. Pewnego wieczoru kłucie, dwudziesta trzecia, napisałam przestraszona. Wyjaśnili dlaczego, w tej fazie, i kiedy naprawdę iść na SOR tutaj. Nie poczułam się porzucona, kiedy już zapłacono.
Siedziałam w workowatych koszulkach. Długa blizna, obcy pępek i rurki nie dawały spać. Przeszłam to. Dzieci były z nim. Ubieram się bez szukania góry, która chowa. Nie będę tego upiększać. Jestem Kasia, z Łodzi, i fartuch zszedł. Szczegóły zabiegu są na stronie plastyki brzucha. Widełki, bez cyfr tutaj, na stronie cenowej.